BuskerBus 2015

August 27, 15:57

DSC_0070

BuskerBus – festiwal teatrów ulicznych. W ubiegły weekend (21-23.08) na ulicach Wrocławia można było zobaczyć akrobatów, kuglarzy, połykaczy ognia… Nie wiem jak dla Was – dla mnie raj.

Jak sami o sobie piszą: BuskerBus to coroczny festiwal, który powstał z inicjatywy Romualda Popłonyka. Biorą w nim udział artyści reprezentujący wszystkie dziedziny sztuki ulicznej (np. muzycy, cyrkowcy, tancerze, magicy, akrobaci, aktorzy). Przedstawiany jest unikalny i inspirujący program dla publiczności w każdym wieku.

Ja dodałabym jeszcze: dużo śmiechu, dystansu do siebie, żartów (tych starych i już raczej oklepanych jak: panowie, nie klaszczcie z rękoma w kieszeniach bo…, jak i tych nowszych, i śmieszniejszych). Dla artystów ulicznych wstyd chyba nie istnieje, a przynajmniej nie podczas przedstawienia.

Od dziecka uwielbiałam oglądać kule toczone po ciele w magiczny wręcz sposób, na pokazach iluzjonistów siadałam w pierwszym rzędzie i próbowałam przejrzeć sztuczki, fascynowali mnie i zadziwiali, tak, że dziwię się moim mięśniom żuchwy, że wytrzymywały ciężar opadniętej szczęki, połykacze ognia. Ci ostatni robili na mnie chyba największe marzenie. Uwielbiam patrzeć na ogień, a to, co oni potrafią z nim zrobić przechodzi moje pojęcie.

Co do samego festiwalu: pierwszy raz znalazłam się na nim raczej spontanicznie dwa lata temu. Gdzieś znalazłam informację, oczywiście zajarałam się niczym pochodnia, no bo przecież tyyyluuuu artystów w jednym miejscu! Pojechałam, zobaczyłam, zakochałam się. Największe wrażenie zrobiła na mnie żonglerka kontaktowa “kryształową” kulą. Pamiętam, że miałam ciarki, i niemalże łzy w oczach patrząc na to cudo. Pamiętam też bardziej performance, i bardzo duży rower, i to chyba wszystko. Pamięć ulotną jest. Ale szklana kula się w niej ostała. Rok temu na festiwalu nie udało mi się być. Nie wiem, czy nie pasował mi termin, czy przegapiłam informację, żałuję, ale już nic z tym nie zrobię.

W tym roku odwiedziłam Rynek drugiego dnia, w sobotę, na wieczorny set. Przez około 2 godziny chodziłam po Rynku z M i rodzicami, i oglądaliśmy różne pokazy. Najbardziej przypadł mi do gustu performer, który z kilku metalowych butelek z dyszami stworzył fontannę. Sound cool? Naah. Ale nie chodziło tyle o jego inwencję twórczą, a o cały spektakl. Prawie popłakałam się ze śmiechu oglądając Go jak biegał ze swoimi spryskiwaczami za dziećmi próbując przegonić je ze sceny, albo jak wsiadł na rower jakiegoś przechodnia i kazał się wieźć. Według mnie zrobił genialny show, ale to trzeba było widzieć na własne oczy. Drugim artystą, który zwrócił moją uwagę był El Diabolero, i jego diabola. Mimo, że z kuglarstwa one chyba najmniej mnie zachwycają, to na czas jego występu moja opinia uległa zmianie. Spektakularny wyrzut klepsydropodobnej “zabawki” zrobił wrażenie chyba na każdym. Gorsze wrażenie za to wywarł  na mnie połykacz ognia, ponieważ już kiedyś, gdzieś go widziałam, z dokładnie tym samym programem, tymi samymi żartami, tymi samymi tekstami. Według mnie mógłby pomyśleć nad czymś nowym (sztuczki same w sobie były rewelacyjne, ale czułam się, jakby włączono mi powtórkę programu).

Bardzo miłe zaskoczenie wzbudził we mnie fakt, że Wrocławianie faktycznie zaczynają doceniać pracę (artyści wielokrotnie powtarzali, że na tym właśnie zarabiają na życie), i nagradzają ją nie tylko oklaskami, ale także wynagrodzeniem pieniężnym. Nadal wiele osób na wzmiankę o kapeluszu odwracało się na pięcie, ale coraz więcej wrzucało do niego papierki. Bardzo mnie cieszy ta zmiana mentalności, i mam nadzieję, że to właśnie w tym kierunku będzie ona szła.

[/vc_column_text][/vc_column][/vc_row]

No Comments

Post A Comment